Portal stworzony przez kobiety dla kobiet i o kobietach w biznesie. Piszemy o tym, co innowacyjne w dziedzinach, które nam towarzyszą w codziennym życiu.

Projektant wnętrz- to także psycholog, zgadywacz cudzych myśli i oczekiwań.

Rozmowa z Katarzyną Sybilską, projektantką i właścicielką Livinghome, która w pracy z klientami kieruje się przede wszystkim empatią i otwartością. Realizując ich wyobrażenia o domu chce, aby byli w nim szczęśliwi.

IW: Jak zaczęła się Twoja przygoda z projektowaniem?

KS: Zacznę od tego, że z wykształcenia jestem plastykiem, a nie architektem. Ukończyłam szkołę plastyczną oraz charakteryzację filmową. Dość długo pracowałam w tym zawodzie współpracując na stałe z Kasią Kowalską i zespołami Republika, T.Love, Ich Troje. W tym czasie moje życie osobiste rozsypało się, byłam na etapie rozwodu. To były trudne momenty, które pewnie zaważyły na zmianie mojej zawodowej drogi. Chciałam robić coś, co przyniesie mi radość i zadowolenie. Mentalnie to był ciężki czas. Wówczas zdecydowałam, że zajmę się projektowaniem wnętrz. Na początek znalazłam studium wnętrzarskie, które mnie zainspirowało na tyle, aby zostać przy swojej decyzji, zająć się dekorowaniem wnętrz. Oczywiście, jak to w życiu, zdarzają się też pewnie zbiegi okoliczności. W odpowiednim momencie spotkałam kolegę, który zaproponował mi zaprojektowanie kawalerki. Akurat byłam w trakcie nauki w szkole wnętrzarskiej, więc tym bardziej chętnie przyjęłam to zlecenie. Kawalerka okazała się apartamentem w Babka Tower w Warszawie – miejsce mocno prestiżowe jak na tamte czasy (15 lat temu). Byłam wtedy w kryzysie finansowym, dlatego było to dla mnie zrządzenie losu. Kolega naświetlił mi krótko, czego oczekuje w efekcie końcowym, jednocześnie dając mi przy tym olbrzymią swobodę w doborze materiałów, stylu oraz w działaniu. Na tamtym etapie oznaczało to dla mnie dużo. Nie miałam mocno ograniczonego budżetu, nie musiałam robić pawlacza oraz innych technicznych ograniczeń. Miałam możliwość rozwinąć swoją kreatywność i potencjał, co dla osoby kończącej szkołę projektowania było niezmiernie ważne. Jedyny warunek był taki, że musiałam wyrobić się w trzy miesiące. Znalazłam wykonawców (ekipę remontową), zaprojektowałam i przystąpiłam do mojej pierwszej realizacji. Wówczas inspirującym materiałem nowatorskim w dekoratorstwie była żywica. Mało kto specjalizował się w jej wykorzystywaniu we wnętrzu. A ja zastosowałam ją w pełni, zalewając, piach, muszle, robiąc z niej schody, po których wchodziło się do wanny…. efekt był czarodziejski. Wykorzystałam także egzotyczne drewno oraz surowy kamień. Urządzając to mieszkanie wykazałam cały swój talent plastyczny. W trakcie szkoły poznałam dziennikarkę, która prowadziła program o wnętrzach. Zaproponowała mi nagranie programu o tym właśnie wnętrzu oraz o innych moich realizacjach, które w tamtym czasie robiłam m.in. wnętrze naleśnikarni, aranżacja domu przyjaciółki pod Warszawą. Zgodziłam się. I tak powstał pierwszy odcinek o moich wnętrzach. Dla mnie oznaczało to promocję i prestiż, które przyszły same. Po tym programie zgłosiła się do mnie osoba, która chciała, aby zaprojektować jej dom o powierzchni 500m². Ta realizacja ukazała się prasie  drukowanej jako wzorcowa. A potem poszły kolejne projekty wielkoformatowe, choć nie tylko. W naturalny sposób tworzyło się moje portfolio.

IW: Dzisiejszy klient na pewno różni się od tego sprzed lat, jest bardziej świadomy i wymagający. Jak dziś radzisz sobie z klientem?

KS: Nie boję się klientów. Nie ma znaczenia czy klient jest majętny
i ma wyczucie stylu, czy też nie ma specyficznych wymagań? Mam szczęście, że moi klienci ufają mi i w dużej mierze kierują się tym, co im zaproponuję. Oczywiście kierując się przy tym uzyskaną informacją o potrzebach, funkcji i estetyki. Są to osoby, które dużo już widziały i stać je na projektanta światowej sławy. Jednak korzystają z moich projektów. Mam stałych klientów tzn. takich, którzy do mnie wracają. Mój pierwszy zleceniodawca jest nadal moim klientem. To oznacza, że moje aranżacje zyskały uznanie i ktoś je docenia. Często też zmieniam moim klientom stare wnętrza na nowe. Klienci z wysublimowanym gustem nie stanowią dla mnie problemu, potrafię sprostać ich wymaganiom, szukając materiałów do wnętrz również poza Polską. Np. jeżdżę do fabryk po kamienie, gdzie na miejscu tną mi całe bloki, jeżdżę na targi do Włoch, by mieć wiedzę o najnowszych trendach i technikach produkcji. Wyszukuję różnych producentów także w Europie ale
i poza nią. To, co najlepsze dla moich realizacji staram się znaleźć u źródła, a nie na podstawie gotowych materiałów ukazujących się w polskiej prasie. Projektuję wnętrza dla moich klientów w całej Polsce aczkolwiek mam na swoim koncie realizacje poza granicami naszego kraju 😉

IW: Jak odgadujesz oczekiwania klienta?

KS: Na pewno to wynika z empatii. Jeśli się ją posiada i umie się słuchać, dużo analizuje, myśli o tych ludziach i ich potrzebach, to po pewnym czasie łatwo jest odczytać ich oczekiwania. A poza tym trzeba mieć dużo otwartości na to, że ktoś może zupełnie inaczej widzieć przestrzeń czy zupełnie co innego może go fascynować. Dla mnie ważne jest to, żeby osoba, dla której tworzę wnętrze była w pewnym sensie jego autorem. Ja jestem jedynie pośrednikiem – zgadywaczem myśli i oczekiwań z nutką artyzmu i plastyczności, którą przemycam świadomie we wnętrza. I to właśnie jest sedno w projektowaniu. Oczywiście, jeśli mówimy o projektowaniu na zlecenie ;-), bo w innym przypadku cudownie jest gdy mam wolną rękę i zadany temat …. I nikt nade mną nie stoi. I

W: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

KS: Satysfakcję osoby, dla której wykonuję projekt. Nie lubię etapu środkowego, kiedy popłyną duże środki na poczet realizacji, a na budowie jeszcze tego nie widać. Ja wiem, że będzie dobrze, ale klient jest sfrustrowany. Trzeba jednak zacisnąć zęby, aby potem zobaczyć uśmiech i zadowolenie na twarzy klienta, mówiąc kolokwialnie: wow!. 

IW: Nadal praca to Twoja pasja? Czy powoli odczuwasz wypalenie zawodowe?

KS: Miałam chwile zawahania, ale to już poza mną. Jestem teraz szczęśliwa w życiu, to napędza mnie w pracy i do pracy. Mam dobrą grupę odbiorców i otaczam się pozytywnymi i miłymi osobami. Jest to dla mnie dobry czas. Robię same przyjemne rzeczy.

Każdy człowiek chce się otaczać czymś przyjaznym i nie jest mu obojętne w jakiej przestrzeni przebywa, nawet jeśli nie umie tego dokładnie wyartykułować. Jednak często podczas rozmowy z klientem okazuje się, jak ważne są dla niego miejsca i punkty, w których się znajduje tzn., gdzie i na czym się siedzi; czy na miękkim czy na twardym; wysoko, czy nisko. Projektant – to także psycholog. Dlatego, największym sukcesem jest to, aby zrozumieć drugą osobę, o co jej tak naprawdę chodzi, co da jej satysfakcje i komfort w funkcjonowaniu przestrzeni, która go otacza. Mój sukces jest wtedy, kiedy uda mi się to odgadnąć.

 

IW: O co chodzi w projektowaniu?

KS: Gdybym była mało doświadczonym i początkującym projektantem to pewnie ciągnęłabym do tego, co mnie interesuje i co mi się podoba wnętrzarsko. I starała się na siłę przekonać klienta do tego co ja uważam za ciekawe. Ale kiedy osiągnie się już pewien poziom zawodowy i nie ma się tego ciśnienia, że np. muszę użyć płytki od „X”, (bo inaczej zwariuję), ma się zupełnie inną lekkość projektowania. Wówczas można spełnić oczekiwania klienta i samemu uzyskać satysfakcję z wykonanej pracy.

Katarzyna Sybilska dziś ma na koncie prawie 300 realizacji w Polsce i zagranicą, ale nadal uważa, że wszystko jeszcze przed nią. Czeka na nietypowe zlecenia typu hotel butikowy albo… dom pogrzebowy.

www.livinghome.pl

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.